Dzisiejszy post miał być poświęcony kolejnemu produktowi do pielęgnacji włosów, ale zmieniłam zdanie. Przeglądając katalog Oriflame (na 8-go marca) na ostatniej stronie natknęłam się na promocyjna cenę, czyli 5,90 zł pomadek z serii Pure Colour. Od razu skontaktowałam się z moją konsultantką, aby zamówić kolejny odcień. Na stronie Oriflame natknęłam się na wiele komentarzy odnośnie tej pomadki i zdania są podzielone.
Głównie Panie, które kupiły ten produkt narzekają na jego konsystencję, nietrwały kolor, wysuszanie ust i łamliwość pomadki.
Ja mam odcień BLUSH PINK (teraz zamówiłam Soft Coral). Blush Pink trochę różni się od tego co zobaczycie niżej, ponieważ pomadka jest nieco ciemniejsza. Mam ją już kilka miesięcy, używam ją na weekendowe wyjścia, imprezy itd. Jak dla mnie ma przyjemny zapach. Co do konsystencji to rzeczywiście wygląda ona jakby się topiła, a wcale nie stoi w cieple, jednak nie złamała mi się i malując się nią nie zauważyłam żeby "przechylała" się. Jak dla mnie kolor jest w miarę trwały, a nawet po lekkim jej zmazaniu np. podczas picia usta mają taki ładny naturalny kolor. Moich ust nie wysusza może dlatego, że używam ją kilka razy w miesiącu, a na co dzień stosuję balsam Nivea. Jedyny wielki minus to tandetne opakowanie! Jak taka firma może produkować pomadki w takim opakowaniu? Tragedia. Ostatnio kupiłam pomadkę z Avonu i opakowanie jest o niebo lepsze, takie eleganckie.
Ogólnie, gdyby zmienili opakowanie byłaby piątka, a tak jest czwórka z minusem (minus za topiący się wygląd).
Zdjęcie, które zamieściłam jest od wujka Google, ponieważ to co mój aparat zrobił z moją pomadką jest mega załamujące. Podejrzewam, że ktoś by mnie osądził o opisywanie nie tej pomadki co powinnam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz